
Do Bostonu wybraliśmy się samochodem, bo tak najlepiej zwiedza się Amerykę. Przejeżdżając przez poszczególne stany, ma się wrażenie, że w Europie byłyby to po prostu inne państwa. Tutaj za to wszędzie słychać ten sam język, chyba, że z innym akcentem, zależnie od położenia geograficznego. Wybralismy się do Massachusetts w sierpniu, jadąc przez New Jersey, potem przez Connecticut i zatrzymując się mieście Framingham, w którym mój ojciec mieszkał przez ponad dwa miesiace w 1980 roku. Po powrocie z USA mój tata rozbudził moja wyobraźnię swoimi opowieściami o Ameryce, a było to w czasach, gdy tę ostatnia i Polske dzieliła przepaść technologiczna i finansowa.
Była to więc wycieczka poniekąd sentymentalna. Framingham okazało się dość zwyczajnym amerykańskim miastem, które w mojej dziecięcej głowie urosło do rangi mitu. Stan Massachussets, w którym leży Framingham, to jeden ze stanów w USA o najstarszej historii. Do tutejszej miejscowości Plymouth doplynęli angielscy emigranci na statku Mayflower w 1620 roku. Massachusetts, jak pisał w listach do mnie i mamy mój ojciec, przypominał mu znaną mu dobrze Szwecję. Stan ten jest bardziej surowy i majestatyczny w porównaniu z New Jersey. Z Framingham do Bostonu jedzie się tylko około trzydziestu minut autostradą.
Gdy pierwszy raz odwiedziłam Boston prawie dwadzieścia lat temu, narzuciła mi się myśl, że łudząco przypomina architekturą miasta w Wielkiej Brytanii. Nic dziwnego, gdyż Boston założony został przez angielskich, purytańskich kolonizatorów w 1630 r. Założyciele nazwali go na cześć miasta w hrabstwie Lincolnshire w Wielkiej Brytanii. Boston jest jednym z najstarszych miast amerykańskich i zwiedzając go zauważyłam, że też najbardziej europejskim. Nie ma tu takiego szalonego tempa jak w Nowym Jorku. Stara część Bostonu, w której dominują stylowe kamienice, a ulice wyłożone są kocimi łbami, mogłaby by równie być dobrze przeniesiona do Anglii. Można znaleźć w niej urocze sklepy z antykami i stylowo urządzone księgarnie. W jednym z nich nich znalazłam dzbanek z kompletu z Bolesławca, otrzymanego wcześniej od mojej mamy. Tak, jakby ta podróż była dla mnie dopełnieniem. Atrakcją nie tylko dla turystów, są tutaj liczne restauracje, w których specjalnością jest zupa Boston chowder (gęsty krem z kartoflami i owocami morza) oraz kanapka Boston lobster roll (mieso z homara z majonezem).
Port bostoński to nie tylko piękne miejsce, w którym można siedzieć i patrzeć na zatokę i zacumowane statki , ale też miejsce zwiaząne silnie z historią Stanów Zjednoczonych. To tutaj miała miejsce "Boston Tea Party" (bostońska herbatka), w czasie której amerykańscy rebelianci wyrzucili ze statku kilkaset skrzyń z herbatą z angielskiego statku, na znak protestu przeciw angielskiemu prawu niwelującemu cła na herbatę z Chin. Ten moment był bodźcem do rozpoczęcia Wojny o Niepodłegłość Stanów Zjednoczonych (the Revolutioanry War), która zakończyła się autonomią Stanów Zjedoczonych od Wielkiej Brytanii. W tym czasie Ameryka miała status trzynastu kolonii Imperium Brytyjskiego.
Boston jest również intelektualnym tyglem, mieści się tutaj Boston College oraz MiT (Massachusets Institute of Technology) MiT to prywatny uniwersytet badawczy, który słynie z prac nad inżynierią, sztuczną inteligencją i biotechnologią. W mieście Cambridge, położonym nieopodal, znajduje się najstarszy amerykański uniwersytet, Harvard. Założony został w 1636 roku i należą do niego: Harvard College, Harvard Business School (Szkoła Biznesu), Harvard Medical School (Wyższa Szkoła Medyczna) i Harvard Law School (Wyższa Szkoła Prawna). Należy do tzw. Ligi Bluszczowej (Ivy League), podobnie jak Princeton, o którym wcześniej pisałam. Do znanych absolwentów Harvardu należą lub należeli między innymi.: Natalie Portman, John F. Kennedy, Bill Gates, Mark Zuckerberg, Barack Obama czy Henry Kissinger.
Jak przystało na akademickie miasto, w Bostonie na każdym kroku można znaleźć antykwariaty z książkami. Moja córka, studentka literatury, miała już przygotowaną ich całą listę do obejrzenia. Udało jej się kupić poezje Czesława Miłosza i Wisławy Szymborskiej w języku angielskim. Niektóre z antykwariatów miały wystawione na zewnatrz niekończące się pólki z ksiazkami, gdyż nie było już miejsca w środku. Można w nich było znaleźć zabytkowe książki o historii miasta, stare ryciny czy pocztówki.
Boston ma również do zaoferowania wspaniałe muzeum sztuki - Museum of Fine Arts. Obejrzeliśmy w nim retrospektywną wystawę Van Gogha. Można tam tez zobaczyć dzieła kultowych amerykańskich artystow, takich jak Johna Singera Sargent'a, Winslowa Homera czy witraże i lampy Louisa Comforta Tiffany'ego. Wystawa Van Gogha zatytułowana "The Roulin Family Portraits" (portrety rodzinne familii Roulin) była ucztą dla oka, zaprezentowano na niej najbardziej znane dzieła artysty. Do tego można było podziwiać wybrane dzieła starych mistrzów holenderskich (Van Dyke, Rembrandta czy Halsa), którzy byli dla Van Gogha inspiracją. Muzeum Sztuki w Bostonie jest jednym z największych na świecie. Za bilet dla osoby dorosłej trzeba zapłacić około trzydzieści dolarów.
W czasie naszych spacerów po mieście odwiedziliśmy najstarszy park publiczny - tzw. Boston Commons. Jest odpowiednikiem Hyde Parku w Londynie, Łazienek Królewskich w Warszawie czy Central Parku w Nowy Jorku. Jest to najstarszy park w Stanach Zjednoczonych, gdyż istnieje od 1634 roku. Ma podobną przeszłość jak Central Park, gdyż wypasano tam wcześniej bydło, a w nowojorskim parku owce. Park ma ciekawą, ale też niechlubną historię, przed Wojną Rewolucyjną odbywały się tutaj egzekucje publiczne, między innymi czarownic. W dwudziestym wieku organizowane były protesty antywojenne, wiece na cześć praw człowieka i przemawiał tutaj też słynny Martin Luther King Jr. My trafiliśmy do Boston Commons w straszny upał, ale zatrzymaliśmy się, żeby zobaczyć pokazy amerykańskich helikopterów, organizowane przez Marines. Nektóre z nich brały udział w czasie ostatniej wojny w Afganistanie. Można było wejść do środka maszyny, ale te atrakcje zostawiliśmy dla rodzin z małymi dziećmi.
Ostaniego dnia naszego kilkudniowego pobytu, za namową naszej córki, udaliśmy się do bostońskiej biblioteki publicznej - Boston Public Library. Nie jest to zwykła bliblioteka, jest to piękny budynek w stylu Beaux Arts z końca dziewiętnastego wieku, z dobudową w stylu brutalizmu z poczatku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. W starej części, która przypomina bardziej pałac, a nie bibliotekę, można zobaczyć murale Johna Singera Sargenta,piękne marmurowe halle z kamiennymi lwami "broniącymi" wejścia.I wreszcie ogromną salę czytelniczą, w której światło spływa z wielkich, owalnych okien na drewniane stoły i siedzących przy nich studentów i nie tylko . W drugim budynku znajdują się nowoczesne działy z ksiażkami z różnych dziedzin i w wielu językach świata. Nie zabrakło polskiej części, w której znalazłam antologię polskiej poezji i książkę o Eugeniuszu Bodo, tragicznie zmarłym, polskim aktorze międzywojennym.
Ostatnim przystankiem w drodze do New Jersey była historyczna miejscowość Concord w stanie Massachussets, którą wiąże się głównie z amerykańska Wojna o Niepodłegłość oraz pisarzem nurtu transcendentalnego - Henrym Thoureau. W Concord odbyła się pierwsza bitwa w czasie wojny o niepodłegłość Stanów Zjednoczonych. O Thoreau z kolei pisałam jakiś czas temu w kontekście jego ksiazki "Walden", która przeczytałam po polsku. W mieście Concord znajduje się słynne jezioro Walden, nad którym w osiemnastym wieku, w minimalistycznych warunkach, w malutkim domku bali mieszkał Thoreau. Obok jeziora można zobaczyć ogrodzone miejsce, w którym pierwotnie stał domek Thoreau. Turysci zostwiają tam na pamiątke kamienie ułożone w różne kompozycje. Niedaleko znajduje się replika chatki pisarza, w którym mieści się tylko łóżko, stół, krzesła, biurko i piec. W sklepiku obok można kupić ksiazki Thoreau i innych trancendentalistów oraz wszelakie pamiątki z nimi związane.
Jeśli kiedykolwiek będziecie w okolicy, koniecznie odwiedzcie to niezwykłe miejsce.
Zdjęcie autorki: centrum Bostonu.