W sierpniu tego roku, minęło dwadzieścia pięć lat, odkąd przyjechałam po raz pierwszy do Nowego Jorku. Oprowadzał mnie po nim mój przyszły jeszcze wtedy mąż, który zna to miasto jak własną kieszeń.
Trudno uwierzyć w to, że sami zaczynamy się starzeć. Widać to jednak nie tylko w siwych włosach, czy trochę gorszej kondyncji fizycznej, ale po własnych dzieciach i nowych kolegach w pracy.
Młode pokolenie nie od dzisiaj ma inne spojrzenie na świat, okazało się, że moja dwudziestoletnia córka woli Warszawę od Nowego Jorku. Tak stwierdziła podczas naszego ostatniego pobytu w Warszawie.
Lubię oglądać miasta z perspektywy wody. Niby blisko ale daleko, woda daje perspektywę i relaks. Pomaga na spojrzenie z dystansu tak jak patrzymy na cudze życie w kinie.
Informacje o tragediach związanych z użyciem broni i masowych strzelaninach to w Stanach Zjednoczonych nie pierwszyzna. Na świecie co roku ginie około ćwierć miliona ludzi od użycia broni palnej.
Moda zwykle powraca po około trzydziestu latach. W tej chwili pokolenie generacji Z, czyli mojej dziewiętnastoletniej córki odkrywa lata dziewięćdziesiąte ubiegłego stulecia.