
Do Princeton zawitałam po raz pierwszy ponad dwadzieścia lat temu. Miasto, w którym mieści się jeden z najstarszych uniwersytetów amerykańskich, wydało mi się łudząco podobne do angielskich Oxford i Cambridge, które miałam okazje zobaczyć prawie trzydzieści lat temu. Princeton jest oczywiście o wiele młodszy od swoich brytyjskich protoplastów, sam uniwersytet powstał bowiem w 1746 roku, jako College of New Jersey.
Będąc wtedy w Princeton, nie zdawałam sobie sprawy, że po ponad dwudziestu latach, moja córka dostanie tutaj letnie stypendia ze swojego tzw. community college (dwuletni college przejściowy po którym można zakończyć edukację lub przenieść się na inny uniwersytet). Pierwszy raz wybraliśmy się odwiedzić naszą latorośl w Princeton rok temu. Spotkanie organizacyjne dla rodziców mieściło sie w jednym z tamtejszych neogotyckich budynków. Kontrastem dla nich są kilkuletnie, nowoczesne bloki kampusu. Każdy ze studentów ma do dyspozycji pojedynczy pokój, z łóżkiem, sofą i biurkiem. Na dole budynku mieści się duża stołowka, z posiłkami z kuchni z całego świata. W codziennych sprawach studentów z college'u mojej córki pomaga im nieco starsza koleżanka z uniwersytetu, która sprawuje funkcje opiekunki .
Studenci mają do dyspozycji bibliotekę uniwersytecką, w której moje dziecko studiujące literaturę, znalazło polskie wydania książek prof. Marii Janion i Narcyzy Żmichowskiej. Princeton, Harvard, Columbia University i NYU, mają wspólne zasoby biblioteczne, z których mogą korzystać studenci. Biblioteka Princeton to jedna z największych bibliotek amerykańskich, znajduje się w niej m.inn. rękopis "Wielkiego Gatsby'ego" Scotta F. Fitzeralda. Ten ostatni również studiował w Princeton, nigdy go jednak nie skończył.
Władze uniwersytetu w Princeton długo były przeciwne kształceniu kobiet. Pierwsza z nich dostała się na tutejszy uniwersytet dopiero w 1961 roku, a w 1969 uczelnia została przemianowana na koedukacyjną. Wtedy otwarto również podwoje dla czarnoskórych studentów. Do najbardziej znanych absolwentów tego uniwersytetu Ligi Bluszczowej (Ivy League, od bluszczu porastającego najstarsze budynki uniwersytetu) należeli lub należą: były prezydent Woodrow Wilson, Alan Turing, Richard Feynman, Jeff Bezos, Michelle Obama czy tacy aktorzy, jak David Duchowny i Brooke Shields. Wsród absolwentów Princeton znajduje się również trzydziestu pięciu laureatów nagrody Nobla.
W Princeton w 1930 r. powstał The Insitute of Advanced Studies (Instytut Zaawansowanych Studiów), który zrzeszał matematyków i fizyków, którym udało się uciec przed nazizmem rozprzestrzeniającym się w Europie. Do jednych z uczonych należał Albert Einstein. Nad słynnym "Manhattan Project" pracował cały wydział fizyki uniwersytetu w Princeton. Celem projektu, który prowadzony był w czasie Drugiej Wojny Światowej było stworzenie pierwszej broni jądrowej na świecie (patrz film "Oppenheimer"). Przy głownej ulicy Princeton, Nassau Street, znajduje się muzeum Alberta Einsteina. Przy wejściu mozna zobaczyć murale z jego podobizną.
Polskim akcentem w Princeton są rzeźby Magdaleny Abakanowicz, które można zobaczyć przed tamtejszym Muzeum Sztuki (Princeton University Art Museum). Składa się na nie dwadzieścia rzeźb z brązu, pochodzących z 2004 r. Na terenie uniwersytetu, wsród starych drzew, można zobaczyć również dzieła Henry Moora czy Pabla Picassa.
Studiowanie w Princeton do tanich nie należy. Za solidną edukację w jednym z najlepszych uniwersytetów na świecie i za idący za tym prestiż, trzeba zapłacić ponad siedemdziesiąt siedem tysięcy dolarów za rok akademicki (dane z roku akademickiego 2021-2022). Około sześćdziesiąt procent studentów dostaje stypendium w wysokości pięćdziesięciu tysięcy dolarów, Wchodzenie z długami za studia w dorosłe życie jest w USA niestety standardem. Absolwenci średnio spłacają je do czterdziestego roku życia. Dlatego zarząd uniwersytetu Princeton w 2001 roku postanowił pożyczki na studia zamienić na dotacje i dzięki temu poprawic przyszłość finansową swoich studentów. Warto dodać, że studenci, których rodzice zarabiaja poniżej stu tysięcy dolarów rocznie, nie muszą w ogóle płacić za studia w Princeton.
Na koniec chciałam zostawić pewną anegdotę, dotyczącą "wojny armatniej" między studentami Princeton oraz uniwersytetu Rutgers, również z New Jersey. Na terenie Princeton, koło głownego budynku uniwersyteckiego tzw. Nassau Hall. znajdują się dwie armaty z okresu Wojny o Niepodległość, tzw. "mała i duża armata". NIgdy nie użyte podczas wojny, pozostawały na terenie Princeton do momentu, gdy "wielka armata" została przeniesiona do Rutgers w 1812 roku, na wypadek walki z Brytyjczykami, po czym powróciła do Princeton w 1836 roku.
Wojna o armaty zaczęła sie w 1875 roku, kiedy studenci z Rutgers próbowali wykopać dużą armate, ale po niepowodzeniach, zabrali z Princeton tę mniejszą. W odpowiedzi na ten niecny czyn, studenci z Princeton ukradli z Rutgers muszkiety. Po uprzejmej, acz dosadnej dyskusji władz obu uniersytetów, mała armata powróciła do Princeton. W 1969 roku studenci z Princeton zakopali armatę udając, że zrobili to ich przeciwnicy z Rutgers. Kulminacyjny moment miał miejsce w 1976 roku, gdy kilku studentów z Rutgers wraz z towarzyszącą im babcią jednego z nich, przygotowali cały plan, aby ukraść dużą armatę z Princeton. Podając się nielegalnie za istniejace towarzystwo historyczne z New Jersey, oszukali strażników i prawie udało im się zabrać armatę, gdy zostali rozszyfrowani przez lokalne władze. Ostatni epizod miał miejsce w 2010 r., gdy młodzież z Rutgers, podczas śnieżnej zimy, przemalowała armatę na czerwono i wymazała sprayem budynki uniwersyteckie.
Ponad stuletnią batalię między studentami obu uniwersytetów, można zobaczyć na filmie "Knights, Tigers, and Cannons. Oh My!" ("Rycerze, tygrysy i armaty, o rany!") Zacka Morrisona. Miał on swą premierę na Festiwalu Filmowym w New Jersey w 2012 roku i zdobył nagrodę dla najlepszego dokumentu studenckiego.
Zdjęcie autorki: Kampus studencki uniwersytetu Princeton.