M. poznałam rok temu, wprowadziła się z do naszego miasta z Hamburga, aby być blisko swojego syna i wnuczka. M. jest 75-letnią kobietą, która ma duszę i energię dwudziestolatki.

Nie przez przypadek większość amerykańskich projektantów ma środkowoeuropejskie, żydowskie korzenie. Należą do nich tacy designerzy jak Ralph Lauren, Donna Karan, Calvin Klein czy Diane von Furstenberg.

Od kilku lat mam wrażenie, że czas gna coraz szybciej. Pewnie nic w tym odkrywczego, zważywszy, że przekroczyłam już czterdziestkę a tempo życia w Ameryce jest generalnie szybsze niż w Europie.

"Dzienniki amerykańskie" Julii Hartwig przeczytałam z wielkim zainteresowaniem, gdyż pomimo tego, że autorka opisuje w niej Amerykę z początku lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku, wiele jej spostrzeżeń jest wciąż aktualnych.

High Line jest przykładem jednego z tych genialnych pomysłów, które są zadziwiające w swej prostocie i jak się potem okazuje, stają się niezwykle lubiane i przy okazji przynoszą zysk.

Londyn to jedno z tych miejsc, do których zawsze lubię wracać. Mam do niego sentyment, bo tutaj przyjeżdżałam najpierw jako licealistka, potem studentka a teraz po raz pierwszy z własnymi dziećmi. Zawsze czuję się tu jak u siebie.

Za każdym razem gdy przyjeżdżamy do Filadelfii, dzieje się tam coś ciekawego.

 

Patrząc na dzieci z New Jersey często współczuję im stylu życia, jaki narzucili im rodzice i presja społeczna. Wszystko ustawione z zegarkiem w ręku, mało spontaniczności, szkoła, potem zajęcia pozalekcyjne i koniecznie jakiś sport.

W przyszłym miesiącu będę piła szampana z okazji 10 rocznicy mojej przeprowadzki do Stanów Zjednoczonych. Jak to w życiu, jest co świętować i znalazłoby się parę rzeczy, których można pożałować.

Mój syn do świętych (jeszcze) nie należy. Jest raczej enfant terrible naszej rodziny. Wszystkie swe niecne wyczyny i kawały robi oczywiście z wrodzonym sobie wdziękiem, że trudno mu ich nie wybaczyć. Jak sam twierdzi, chce tylko być śmieszny.

Strony

Subskrybuj Wolna Amerykanka RSS